...całe lato zasłonił słoń.
Zniknęły góry, rozpłynęły się w chmurach drzewa i kolory takie jakieś wymęczone.Przygaszone zielenie, szare błękity tylko biel hortensji się w bieli trzyma.Wszędzie mokro i tę mokrość nawet w nosie czuć. Chwilowo odpoczywam od upałów
ale pracuję.Intensywnie jak to latem zwykle u nas bywa.Próbując jednocześnie podzielić czas na czworo, pięcioro ,a czasem dziesięcioro i znaleźć czas na wszystko na co chcę,mogę, powinnam ,a na to co mi w duszy gra.CZasem to znajdowanie wygląda tak
A czasem zupełnie inaczej
No cóż kto powiedział,że będzie idealnie?
p.s. Ilustracje z "Wierszykarni" Danuty Wawiłow wyd.Nasza Ksiegarnia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 lipca 2016
czwartek, 19 maja 2016
"Brzechwa dzieciom dzieła wszystkie.Bajki"
To była przygoda! Trzysta pięćdziesiąt dwie strony. Duże, prawie A4. Brzechwa i ja. I jego bajki.Wszystkie jakie napisał. Zaczynając tę przygodę dokładnie rok temu nie przypuszczałam,że przyniesie mi tyle radości i zadowolenia. I że smutno mi trochę będzie gdy skończę ostatnią ilustracje. To był powrót do dzieciństwa, jego zapachów ,wspomnień.Gdy mając bodajże 6 lat dukałam nieporadnie "Opowiedział dzięcioł sowie" nawet mi się nie śniło,że będę miała okazję dołożyć do Brzechowych bajek swoją cząstkę....
Ta cząstka leży teraz przede mną ,pięknie wydana przez Naszą Księgarnię. Cieszę się bardzo. Mam nadzieję,że nie tylko ja....
To oczywiście mała zajawka tego co w środku. Bo jak zmieścić w jednym poście trzysta pięćdziesiąt dwie strony i pół roku pracy? Może zrobić post następny ;-) ?
czwartek, 17 marca 2016
"Zbaranieć można!" -czyli od pomysłu do realizacji ;-)
Wczoraj kurier ,"przedzierając" się przez wiosenne błoto, przywiózł pakunek z Literatury - książkę z wierszami Agnieszki Frączek ,do której to miałam przyjemność ( i radość!) namalować ,narysować ,powycinać i powklejać ilustracje. Zbarniałe zupełnie
Siedzimy ,oglądamy,,szukamy( to ja!) dziury w całym ,czyli tego co mogłam było zrobić lepiej, inaczej.
I wspominamy.Jak czasem niewinny pomysł może przybrać taki materialny wymiar.
Jeszcze na Północy Maciek, jak co dzień rano, odwiózł chłopaków do szkoły i wracał sam.W ciszy porannej .Przez las oczywiście. Nie wiem dokładnie jaka szufladka w głowie mu się otworzyła, w każdym bądź razie od progu zawołał ,że przyszedł mu fajny pomysł na książkę.
-Są słowa ,które mają wiele znaczeń i czasem jak rozumiemy je dosłownie mogą wyjść z tego całkiem ciekawe historie. Choćby takie "zbaranieć" -co znaczy wiadomo ,ale gdyby potraktować je 1:1?- tłumaczy.
W mojej głowie zaczęły pojawiać obrazki i dziwne stwory.I kolory ,dużo kolorów. Rozdmuchanych ,zmałpowanych ,rozbyczonych że ho ho... Pomysł zaczął szukać sobie wolnej szufladki ;-)
Już wspólnie ,razem z chłopakami,zaczęliśmy wynajdywać słowa "ze zwierzakami". Było ich całkiem sporo. Trzeba było coś z nimi zrobić.Oczywiście jasne było jak słońce i dwa razy dwa,że to Agnieszce Frączek je trzeba podrzucić . Bo Agnieszka nadaje na tych falach jak nikt .I Agnieszką lubię pracować bardzo!
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.Pisanie wierszy już - wiadomo- potrwało .Moje ilustrowanie też.
Zawsze powtarzam .że w moim wypadku ilustrowanie to praca rodzinna - nie wyobrażam sobie,żeby chłopaki nie zaglądali mi przez ramię jak rysuję ,żebyśmy nie siedzieli "rodzinnie" i nie rozmawiali o tym co robię ,co zrobić powinnam ,co się komu podoba ,a co nie. A jakie są tego efekty? A na przykład takie:
Po więcej zapraszam do książki :-)
Siedzimy ,oglądamy,,szukamy( to ja!) dziury w całym ,czyli tego co mogłam było zrobić lepiej, inaczej.
I wspominamy.Jak czasem niewinny pomysł może przybrać taki materialny wymiar.
Jeszcze na Północy Maciek, jak co dzień rano, odwiózł chłopaków do szkoły i wracał sam.W ciszy porannej .Przez las oczywiście. Nie wiem dokładnie jaka szufladka w głowie mu się otworzyła, w każdym bądź razie od progu zawołał ,że przyszedł mu fajny pomysł na książkę.
-Są słowa ,które mają wiele znaczeń i czasem jak rozumiemy je dosłownie mogą wyjść z tego całkiem ciekawe historie. Choćby takie "zbaranieć" -co znaczy wiadomo ,ale gdyby potraktować je 1:1?- tłumaczy.
W mojej głowie zaczęły pojawiać obrazki i dziwne stwory.I kolory ,dużo kolorów. Rozdmuchanych ,zmałpowanych ,rozbyczonych że ho ho... Pomysł zaczął szukać sobie wolnej szufladki ;-)
Już wspólnie ,razem z chłopakami,zaczęliśmy wynajdywać słowa "ze zwierzakami". Było ich całkiem sporo. Trzeba było coś z nimi zrobić.Oczywiście jasne było jak słońce i dwa razy dwa,że to Agnieszce Frączek je trzeba podrzucić . Bo Agnieszka nadaje na tych falach jak nikt .I Agnieszką lubię pracować bardzo!
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.Pisanie wierszy już - wiadomo- potrwało .Moje ilustrowanie też.
Zawsze powtarzam .że w moim wypadku ilustrowanie to praca rodzinna - nie wyobrażam sobie,żeby chłopaki nie zaglądali mi przez ramię jak rysuję ,żebyśmy nie siedzieli "rodzinnie" i nie rozmawiali o tym co robię ,co zrobić powinnam ,co się komu podoba ,a co nie. A jakie są tego efekty? A na przykład takie:
Po więcej zapraszam do książki :-)
środa, 17 lutego 2016
Dzikość w sercu ....
.... nie jest towarem pożądanym na co dzień."Niebezpieczny relikt przeszłości", "wstydliwy atawizm", "nieokiełzany wybuch emocji" dostępny dla wybranych i to na dodatek od święta.Jak wiatr we włosach, widok aż po kres,krzyk i wrzask gdy jest źle lub gdy dobrze .Takie rzeczy trzeba przecież kontrolować. Najlepiej operacyjnie, zastrzykowo lub formie tabletek.Bo się wymyka. Nakazom, zakazom, prawom ustanowionym dla ogółu i mas. Bo jednostkowe i niepowtarzalne. Dlatego najlepiej zapomniec ,ukryć ,najgłębiej jak się da w ciemny kąt ,razem z zębami mlecznymi.
Dlatego dzisiaj- nie tylko kotom- dzikości serca z całego serca życzę .Choćby i od święta ;-)
Dlatego dzisiaj- nie tylko kotom- dzikości serca z całego serca życzę .Choćby i od święta ;-)
czwartek, 21 stycznia 2016
zapodziane
Próbuję szukać we wspomnieniach i niewiele znaleźć mogę. Raptem kilka obrazków przykrytych warstwą kurzu i późniejszymi zdarzeniami. Nic to. Ważne,że są. Nawet jeśli ich niewiele-bo tak naprawdę nitkę pomiedzy światem dorosłych a moim wówczas dziecięcym trzymał Dziadek, nie Babcia - to przecież się znalazły i są - A Babcia? Dbała o to by wszystko co do przyziemności jest potrzebne było . Zwyczajnie i codziennie . Dziadek to co innego. Dziadek latał i otwierał nieznane światy. Taaaak ,taak chciałoby się o Dziadku ,ale o Babci postanowiłam wspomnienia ułożyć sobie w głowie.Trudne to....
Co mi po niej zostało ?
-dedykacja w pierwszej samodzielnie przeczytanej książce "UKochanej Joli babcia Krysia" ( to "U" zostało dopisane na drugi dzień ,po przemyśleniu całej sprawy....)
- Smaki - koglu-moglu z kakaem , ciepłego soku z kiszonej kapusty,który podgrzewała mi na kozie w małym wiejskim sklepie ,w którym pracowała i rytuał słodkich ,ciepłych podwieczorków
- Radość z tego ,że nie bawię się w sklep ,ale Babcia pozwala mi NAPRAWDĘ ważyć ,liczyć, wydawać resztę i jej duma ,że sobie dobrze w tym radzę
I jeszcze jej wiara we mnie,że dam sobie radę we wszystkim co mnie w życiu spotka..... Taaaaa....
Dużo i mało mi zostawiła.....
Nigdy nie widziałam jak karmiła gołębie .Nie miała siwych ,długich włosów , takiego uśmiechu i czerwonej torebki ,ale ilekroć staje mi przed oczyma obraz babci to jest on taki. Nie wiem dlaczego właśnie taki zapadł mi w serce? Może to moja babcia gdzieś tam ,głęboko w duszy? A może mi się to tylko wydaje?
-
Co mi po niej zostało ?
-dedykacja w pierwszej samodzielnie przeczytanej książce "UKochanej Joli babcia Krysia" ( to "U" zostało dopisane na drugi dzień ,po przemyśleniu całej sprawy....)
- Smaki - koglu-moglu z kakaem , ciepłego soku z kiszonej kapusty,który podgrzewała mi na kozie w małym wiejskim sklepie ,w którym pracowała i rytuał słodkich ,ciepłych podwieczorków
- Radość z tego ,że nie bawię się w sklep ,ale Babcia pozwala mi NAPRAWDĘ ważyć ,liczyć, wydawać resztę i jej duma ,że sobie dobrze w tym radzę
I jeszcze jej wiara we mnie,że dam sobie radę we wszystkim co mnie w życiu spotka..... Taaaaa....
Dużo i mało mi zostawiła.....
Nigdy nie widziałam jak karmiła gołębie .Nie miała siwych ,długich włosów , takiego uśmiechu i czerwonej torebki ,ale ilekroć staje mi przed oczyma obraz babci to jest on taki. Nie wiem dlaczego właśnie taki zapadł mi w serce? Może to moja babcia gdzieś tam ,głęboko w duszy? A może mi się to tylko wydaje?
-
poniedziałek, 12 października 2015
"Świerszczyk" ostatnim rzutem na taśmę
To już ostatnie dni kiedy można Świerszczyk z ilustrowaną przeze mnie okładką znaleźć w kioskach daltego ten rzut na taśmie w tytule posta ;3) Cały numer poświęcony wyborom wszelakim,bo to podobno - jak w psychologicznym artykule przeczytałam- zmora naszych współczesnych czasów. Za dużo ich w naszym życiu, a w życiu dzieciaków jeszcze więcej. Ja też przy ilustrowaniu bajkowego tekstu Pawła Beręsewicza ten problem miałam. Gdy już po etapie szkiców byłam i rozrysowane wszystko miałam przeszedł mi pomysł ,aby w rolach głównych zwierzęta obsadzić. I co ? Stare ilustracje poszły do kosza i od nowa. Ale przy tym "od nowa" radości o wiele więcej miałam. Mam nadzieję,że choć trochę jej się na ilustracjach udzieliło :3)
środa, 12 sierpnia 2015
Już wiem kto ukradł chłód
Wszystko przez te upały.Nie dają długo spać. Dlatego budzę się rano i obserwuję jak błyskawicznie ,jednym potężnym susem zabiera nam księżyc. A z nim cały nocny chłód ,zapachy i koncerty cykad. Jak potem rozkłada się na niebie i grzeje wszystkie wsie dokoła. Mocno i wypalająco. Cały lipiec i sierpień to robi.Prawie codziennie. Nie chce mu się nawet przymilnie mruczeć,bo i po co ? Na co mu się przymilać?
Tak jest i być musi.Przecież kotu nie da się pewnych rzeczy wyperswadować. Nawet wtedy gdy na imię mu Letni Świt.
Tak jest i być musi.Przecież kotu nie da się pewnych rzeczy wyperswadować. Nawet wtedy gdy na imię mu Letni Świt.
niedziela, 26 lipca 2015
A może to było tak?
Ziemia w naszej wsi jest gliniasta. Gdy sucho- twarda z niej skorupa, ale gdy popada, staje się miękka i lepka. Jak plastelina. Dlatego coraz częściej myślę,że nasza wieś powstała po deszczu . A wyglądało to mniej więcej tak:
No bo jak inaczej można wytłumaczyć skąd wzięły się dookoła nas wszystkie góry, górki, pagórki, wzniesienia ? Dlaczego u nas nie jest płasko jak na stole ?Jak wytłumaczyć ,że prawie wszystko dookoła otula ? I że miękkość, dla tych co na nią wrażliwi ,dość zaraźliwa jest? Jeśli pada naturalnie, jeśli czasem pada....
No bo jak inaczej można wytłumaczyć skąd wzięły się dookoła nas wszystkie góry, górki, pagórki, wzniesienia ? Dlaczego u nas nie jest płasko jak na stole ?Jak wytłumaczyć ,że prawie wszystko dookoła otula ? I że miękkość, dla tych co na nią wrażliwi ,dość zaraźliwa jest? Jeśli pada naturalnie, jeśli czasem pada....
poniedziałek, 13 lipca 2015
A może Lutowiska prawie nocą....
wyglądają właśnie tak ? A może tylko mi się zdaje? Może zdaje mi się ,bo Lutowisk w nocy jeszcze nie widziałam w pełnym wymiarze.Widziałam je natomiast w lipcowym słońcu i upale, i słyszałam w stukocie arabów i hucułów razem wziętych, i w cieniu macew, rześkości tarasów u Jagody z Magody .
I po tym widzeniu ,wąchaniu i smakowaniu zaczęły pojawiać mi się pod powiekami takie nocne wyobrażenia Lutowisk. Najpierw we fragmencie, potem w całości , często i bardzo często na dodatek.
W końcu musiałam to namalować,by poczuć jeszcze raz ten zachwyt ,te emocje i powietrze przesiąknięte czymś co lubię bardzo. Takie przesiąknięcie,przenikanie i COŚ w powietrzu wyczuwam w Nowicy i w naszej Pagorzynie też . Każde miejsce inne.Żadnego z nich nie można do siebie porównać. Pachnie inaczej, zieleni się inaczej,nieba i góry nad każdym z nich inne.Ale czuć to coś od czego ja dostaję brzuchu - motyli,a pod powiekami mam obrazki,które malować po prostu muszę,bo spokoju mi nie dają.Albo dzięki nim odzyskuję spokój?
I po tym widzeniu ,wąchaniu i smakowaniu zaczęły pojawiać mi się pod powiekami takie nocne wyobrażenia Lutowisk. Najpierw we fragmencie, potem w całości , często i bardzo często na dodatek.
W końcu musiałam to namalować,by poczuć jeszcze raz ten zachwyt ,te emocje i powietrze przesiąknięte czymś co lubię bardzo. Takie przesiąknięcie,przenikanie i COŚ w powietrzu wyczuwam w Nowicy i w naszej Pagorzynie też . Każde miejsce inne.Żadnego z nich nie można do siebie porównać. Pachnie inaczej, zieleni się inaczej,nieba i góry nad każdym z nich inne.Ale czuć to coś od czego ja dostaję brzuchu - motyli,a pod powiekami mam obrazki,które malować po prostu muszę,bo spokoju mi nie dają.Albo dzięki nim odzyskuję spokój?
czwartek, 11 czerwca 2015
Chmureczka
Proszę nie pytajcie mnie jak ze zwykłej białej chmury powstaje owieczka.Obiecałam, ba!przysięgłam, trzymając przy tym trzy palce na sercu ,że tego sekretu nie zdradzę. Mogę tylko szepnąć cicho,że do tej przemiany potrzebny jest beskidzki wiatr,susząca się na sznurku kolorowa letnia sukienka ,obłoczek i ..... To "i...." to właśnie ta tajemnica, w efekcie której od czasu do czasu widzę jak latają po naszym niebie uśmiechnięte od ucha do ucha owieczki-chmureczki.
Ta w żółtej sukience przylatuje najczęściej. Z daleka słychać jej dźwięczny ,perlisty śmiech.Nawet koty wyciągają wówczas szyje ku niebu i wypatrują Chmureczki. Podskakują przy tym tak śmiesznie,że i ja zaczynam się śmiać .Potem dołącza do naszego śmiechu Maciek,następnie zaspane chłopaki ( jeszcze w piżamach), potem psy ,bażant August II Mocny z żoną Katarzyną , zając Alfred, kilka zaspanych zaskrońców, zapracowani państwo pleszkowie, sikorki ,drozdy, zięby i stado much.Na samym końcu śmieją się koty,bo je śmiechem zarazić najtrudniej.Wiadomo, prawda?Nie wiem czy nasz śmiech słychać na Cieklince.Naprawdę nie wiem. Za każdym razem obiecuję sobie ,że w trakcie jego trwania polecę tam szybciutko i sprawdzę ,ale gdy następuje już ta chwila nie chce mi się latać ,sprawdzać , zastanawiać się , rozmyślać .Chce mi się śmiać.Wspólnie .Z całą naszą górką.
Roześmianego dnia życzymy .Bardzo roześmianego :-)
Ta w żółtej sukience przylatuje najczęściej. Z daleka słychać jej dźwięczny ,perlisty śmiech.Nawet koty wyciągają wówczas szyje ku niebu i wypatrują Chmureczki. Podskakują przy tym tak śmiesznie,że i ja zaczynam się śmiać .Potem dołącza do naszego śmiechu Maciek,następnie zaspane chłopaki ( jeszcze w piżamach), potem psy ,bażant August II Mocny z żoną Katarzyną , zając Alfred, kilka zaspanych zaskrońców, zapracowani państwo pleszkowie, sikorki ,drozdy, zięby i stado much.Na samym końcu śmieją się koty,bo je śmiechem zarazić najtrudniej.Wiadomo, prawda?Nie wiem czy nasz śmiech słychać na Cieklince.Naprawdę nie wiem. Za każdym razem obiecuję sobie ,że w trakcie jego trwania polecę tam szybciutko i sprawdzę ,ale gdy następuje już ta chwila nie chce mi się latać ,sprawdzać , zastanawiać się , rozmyślać .Chce mi się śmiać.Wspólnie .Z całą naszą górką.
Roześmianego dnia życzymy .Bardzo roześmianego :-)
poniedziałek, 18 maja 2015
"Lenka i magiczne drzewo",czyli warsztaty o przyjaźni w naszej szkole
Szkoła w naszej wsi jest mała. Raptem z oddziałem przedszkolnym i zerówką uczy się w niej około pięćdziesięcioro dzieciaków. Z naszej Pagorzyny i pobliskiego Pagórka. Nasze chłopaki lubią swoją szkołę i my lubimy ją też.Nie myślałam nigdy ,że to napiszę ( po doświadczeniach ze szkoły tam na północy) ,ale tak jest. Lubimy ją i już . Z wieloma nauczycielami mówimy sobie po imieniu ( "bo co my sobie będziemy panować,przecież wspólnie opiekujemy się naszymi dziećmi" usłyszałam zaraz na początku), jest kameralnie i przede wszystkim od progu wita nas uśmiech,ale to cecha tych okolic.Uśmiech ,jak pisałam już wcześniej, jest tutaj wszechobecny.I spokój też. Oczywiście szkoła to nie raj i zdarzają się czasami przykre sytuacje,obowiązki ,musy ,nieporozumienia. Ot, życie.
Dlatego gdy dostałam z Publicatu propozycję zilustrowania tekstu Ireny Landau przeznaczonego do samodzielnego czytania nie wahałam się ani chwili.
"Lenka i magiczne drzewo" to krótki tekst o przyjaźni ,o tym jak wygląda gdy kwitnie i co się z nią dzieje gdy gaśnie.
Nie będę zdradzać całej historii ,napiszę tylko ,że kończy się happy endem ;-)
Ponieważ klasa I ,do której chodzi nasz Rycerz Młodszy liczy tylko siedmioro uczniów udało mi się dostać w prezencie od wydawnictwa dodatkowo 7 egzemplarzy :-))) Dzieci najpierw samodzielnie w domu przeczytały książkę ,potem spotkaliśmy się ,żeby porozmawiać i narysować przyjaźń. Dzieciaki doszły do wniosku ,że nie można przyjaźnić się samu z sobą ,i że przyjaźń musi być kolorowa.
W ruch poszły nożyczki ,papier klej i farby i wspólnie zrobiliśmy magiczne drzewo przyjaźni .Wisi teraz na tablicy i przypomina o tym wszystkim co najważniejsze. A przypominać musi ,bo czasami te ważne sprawy umknąć i schować się bardzo głęboko.....
Dlatego gdy dostałam z Publicatu propozycję zilustrowania tekstu Ireny Landau przeznaczonego do samodzielnego czytania nie wahałam się ani chwili.
"Lenka i magiczne drzewo" to krótki tekst o przyjaźni ,o tym jak wygląda gdy kwitnie i co się z nią dzieje gdy gaśnie.
Nie będę zdradzać całej historii ,napiszę tylko ,że kończy się happy endem ;-)
Ponieważ klasa I ,do której chodzi nasz Rycerz Młodszy liczy tylko siedmioro uczniów udało mi się dostać w prezencie od wydawnictwa dodatkowo 7 egzemplarzy :-))) Dzieci najpierw samodzielnie w domu przeczytały książkę ,potem spotkaliśmy się ,żeby porozmawiać i narysować przyjaźń. Dzieciaki doszły do wniosku ,że nie można przyjaźnić się samu z sobą ,i że przyjaźń musi być kolorowa.
W ruch poszły nożyczki ,papier klej i farby i wspólnie zrobiliśmy magiczne drzewo przyjaźni .Wisi teraz na tablicy i przypomina o tym wszystkim co najważniejsze. A przypominać musi ,bo czasami te ważne sprawy umknąć i schować się bardzo głęboko.....
czwartek, 14 maja 2015
Co można .....
.... robić w taki dość pochmurny dzień jak dzisiaj? Można robić nic albo to co zwykle w czwartek, można narzekać ,marudzić ,utyskiwać i jęczeć albo pomarzyć.
Że ma się czas na chwilę relaksu, i że się robi to na co akurat ma się ochotę ,czyli np. opala albo ćwiczy brzuszki ,albo słucha co ma do powiedzenia przyjaciel lub przyjaciółka.
Miłego dnia :-) !
Że ma się czas na chwilę relaksu, i że się robi to na co akurat ma się ochotę ,czyli np. opala albo ćwiczy brzuszki ,albo słucha co ma do powiedzenia przyjaciel lub przyjaciółka.
Miłego dnia :-) !
piątek, 8 maja 2015
sąsiad najbliższy...
..... chodził za mną od dni kilku chodził ,chodził i sobie wychodził ... portret.Teraz to on stał się sąsiadem naszym najbliższym. Miał pofrunąć gdzieś w świat ,ale w kuchni się chyba zadomowił i dobrze nam z nim.Chyba zostanie ,ten na zewnątrz do późnej jesieni ,ten w kuchni pewnie na trochę dłużej.
Usadowił się w strategicznym miejscu i ma na wszystko oko.Na chleb,który w końcu (!) po marcowej wizycie u Rogatej Owcy piec w chlebowym zaczęliśmy też :-)
Bałam się,że w domu za gorąco będzie, że długo to potrwa zanim nauczymy się w taki piec obsługiwać ,że to ,że tamto ,a okazało się to wszystko bzdurne zupełnie.Receptura powstała w oparciu o przepis Magdy ze Starej Farmy , rady i porady z naszej wsi ( żeby koniecznie dorzucić siemię lniane i płatki owsiane ,bo " TU ,u nas się tak piecze" ) i nasze poprzednie doświadczenia z Lasu. Po paru próbach chyba nam wyszedł :-) A skórka - chrupiąca i rozpływająca się w ustach - podobno tylko do uzyskania w takim tradycyjnym piecu jest! I co najważniejsze -nawet po tygodniu jest miękki i smaczny.
A że temperatura po wyjęciu chleba jeszcze dość wysoka to można się trochę pobawić
W nowe smaki wiosenne ,bo wiosnę tutaj inaczej się wącha i słyszy.
Przede wszystkim jest czosnek niedźwiedzi
Jak się okazuje nie tylko dla niedźwiedzi .
Puszą się trześnie i tarniny
I mgły snują nad ranem
Ale żurawi i zapachu wilgoci brak. Widać nie można mieć wszystkiego .I dobrze.Niech dla innych starczy :-)
Usadowił się w strategicznym miejscu i ma na wszystko oko.Na chleb,który w końcu (!) po marcowej wizycie u Rogatej Owcy piec w chlebowym zaczęliśmy też :-)
Bałam się,że w domu za gorąco będzie, że długo to potrwa zanim nauczymy się w taki piec obsługiwać ,że to ,że tamto ,a okazało się to wszystko bzdurne zupełnie.Receptura powstała w oparciu o przepis Magdy ze Starej Farmy , rady i porady z naszej wsi ( żeby koniecznie dorzucić siemię lniane i płatki owsiane ,bo " TU ,u nas się tak piecze" ) i nasze poprzednie doświadczenia z Lasu. Po paru próbach chyba nam wyszedł :-) A skórka - chrupiąca i rozpływająca się w ustach - podobno tylko do uzyskania w takim tradycyjnym piecu jest! I co najważniejsze -nawet po tygodniu jest miękki i smaczny.
A że temperatura po wyjęciu chleba jeszcze dość wysoka to można się trochę pobawić
W nowe smaki wiosenne ,bo wiosnę tutaj inaczej się wącha i słyszy.
Przede wszystkim jest czosnek niedźwiedzi
Jak się okazuje nie tylko dla niedźwiedzi .
Puszą się trześnie i tarniny
I mgły snują nad ranem
Ale żurawi i zapachu wilgoci brak. Widać nie można mieć wszystkiego .I dobrze.Niech dla innych starczy :-)
piątek, 3 kwietnia 2015
Radosnego rozplątywania.....
...życzymy Wam ,bo pogoda za oknem ewidentnie wskazuje na to,że coś się poplątało.Zniknęły wszystkie świeże zielenie , żółcienie,róże i fiolety. Znów monochromatycznie świat wygląda.I tak jak w Boże Narodzenie okna na oścież trzeba było otwierać i marzenia o Wigilii gotowanej na ogniu z powodu grudniowej wiosny odkładać ,tak teraz kwietniowa zima spowodowała,że Serce - wraz z chlebowym piecem :-))) - pracuje sobie cieplutko i śniadanie Wielkanocne na ogniu gotowane będzie.Chyba ,że coś się rozplącze......
Radosnego Świętowania!
czwartek, 5 marca 2015
Sprężynek co tropi tajemnice
Dłuuuuuugo ,bardzo długo pracowałam nad tą książką.Najpierw szkice poszły "jak z płatka" ,potem zaczęłam kombinować ,że może inaczej ,bardziej graficznie i ekologicznie do tekstu się zabrać i..... stanęłam w miejscu Własnie na tak długo stanęłam ,że ruszyć się za nic świecie nie mogłam.Zasprężynowałam się po prostu. I pewnie byłby już to " koniec kropka kom pl " - jak zwykł w takich sytuacjach mawiać Rycerz Młodszy,gdyby nie lekkie wycofanie i poluzowanie.
To druga nasza z Agnieszką Frączek wspólna książka. Trochę prozy ,trochę Agnieszkowych wierszy ,a w nich przesłanie ekologiczne, ale o tym dokładniej już w kwietniu, jak książka "się urodzi".
I napiszę Wam w sekrecie,że na horyzoncie coś trzeciego wspólnego już się jawi.Nic, tylko siedzieć i malować!
A na koniec takie ulubione przez "rycerzy" zajawki ;-)
Jamnik Makaron
Buldożka "śliczna szalenie"
Anetta
To druga nasza z Agnieszką Frączek wspólna książka. Trochę prozy ,trochę Agnieszkowych wierszy ,a w nich przesłanie ekologiczne, ale o tym dokładniej już w kwietniu, jak książka "się urodzi".
I napiszę Wam w sekrecie,że na horyzoncie coś trzeciego wspólnego już się jawi.Nic, tylko siedzieć i malować!
A na koniec takie ulubione przez "rycerzy" zajawki ;-)
Jamnik Makaron
Buldożka "śliczna szalenie"
Anetta
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































