Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd.Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd.Literatura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2016

"Zbaranieć można!" -czyli od pomysłu do realizacji ;-)

 Wczoraj kurier ,"przedzierając" się przez wiosenne błoto, przywiózł pakunek z Literatury  - książkę z wierszami Agnieszki Frączek ,do której to miałam przyjemność ( i radość!) namalować ,narysować ,powycinać i powklejać ilustracje. Zbarniałe zupełnie
 
Siedzimy ,oglądamy,,szukamy( to ja!) dziury w całym  ,czyli tego co mogłam było zrobić lepiej, inaczej.
 I wspominamy.Jak czasem  niewinny pomysł może przybrać taki materialny wymiar.
Jeszcze na Północy Maciek, jak co dzień rano, odwiózł chłopaków do szkoły i  wracał sam.W ciszy porannej  .Przez las oczywiście. Nie wiem dokładnie  jaka szufladka w głowie mu się otworzyła, w każdym bądź razie od progu zawołał ,że przyszedł mu fajny pomysł na książkę.
-Są słowa ,które mają wiele znaczeń i czasem jak rozumiemy je dosłownie mogą wyjść z tego całkiem ciekawe historie.  Choćby takie "zbaranieć" -co znaczy wiadomo ,ale gdyby potraktować je 1:1?- tłumaczy.
W  mojej głowie zaczęły pojawiać  obrazki i dziwne stwory.I kolory ,dużo kolorów.  Rozdmuchanych ,zmałpowanych ,rozbyczonych że ho ho...  Pomysł zaczął szukać sobie wolnej szufladki ;-)
Już wspólnie ,razem z chłopakami,zaczęliśmy wynajdywać  słowa "ze zwierzakami". Było ich całkiem sporo. Trzeba było coś z nimi zrobić.Oczywiście jasne było jak słońce i  dwa razy dwa,że to  Agnieszce Frączek  je trzeba podrzucić . Bo Agnieszka nadaje na tych falach jak nikt .I Agnieszką lubię pracować bardzo!
 Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.Pisanie wierszy już  - wiadomo- potrwało .Moje ilustrowanie też.
Zawsze powtarzam .że w moim wypadku ilustrowanie to praca rodzinna - nie wyobrażam sobie,żeby chłopaki nie zaglądali mi przez ramię jak rysuję ,żebyśmy  nie siedzieli "rodzinnie" i nie rozmawiali o tym co robię ,co zrobić powinnam ,co się komu  podoba ,a co nie. A jakie są tego efekty? A na przykład takie:



Po więcej zapraszam do książki :-)

czwartek, 21 stycznia 2016

zapodziane

Próbuję szukać we wspomnieniach i niewiele znaleźć mogę. Raptem  kilka obrazków przykrytych warstwą kurzu i późniejszymi zdarzeniami. Nic to. Ważne,że są. Nawet jeśli ich niewiele-bo tak naprawdę  nitkę pomiedzy światem dorosłych a moim wówczas dziecięcym trzymał Dziadek, nie Babcia  - to przecież się znalazły i są -  A Babcia?  Dbała o to by wszystko co do przyziemności jest potrzebne było . Zwyczajnie  i codziennie . Dziadek to co innego. Dziadek latał i otwierał nieznane światy. Taaaak ,taak chciałoby się o Dziadku ,ale o Babci postanowiłam  wspomnienia ułożyć sobie w głowie.Trudne to....
Co mi po niej zostało ?
-dedykacja w pierwszej samodzielnie przeczytanej książce "UKochanej Joli babcia Krysia" ( to "U" zostało dopisane na drugi dzień ,po przemyśleniu całej sprawy....)
- Smaki  - koglu-moglu z kakaem ,  ciepłego soku z kiszonej kapusty,który podgrzewała mi na kozie  w małym wiejskim sklepie ,w którym pracowała i rytuał  słodkich ,ciepłych podwieczorków 
- Radość   z tego ,że nie bawię się w sklep ,ale Babcia pozwala mi NAPRAWDĘ ważyć ,liczyć, wydawać resztę i jej duma ,że sobie dobrze w tym radzę

I jeszcze jej wiara we mnie,że dam sobie radę we wszystkim co mnie w życiu spotka..... Taaaaa....
Dużo i mało mi zostawiła.....

 Nigdy nie widziałam  jak karmiła gołębie .Nie miała siwych ,długich włosów , takiego uśmiechu i czerwonej torebki ,ale ilekroć staje mi przed oczyma obraz babci to jest on  taki. Nie wiem dlaczego właśnie  taki zapadł mi w serce? Może to  moja babcia gdzieś tam ,głęboko w duszy? A może mi się to tylko wydaje?



- 

czwartek, 29 listopada 2012

wierzyć ,czy nie wierzyć - czyli przedmikołajkowe dylematy i prezent z tym związany

No właśnie - wierzyć w Mikołaja czy nie wierzyć ?- to pytanie nurtuje chłopaków odkąd  tylko zaczęli mieć kontakty z rówieśnikami. Do niedawna wszystko było jasne - Mikołaj istnieje!Jest jeden ,jedyny na świecie. Ewentualnie ( jak nie wyrabia ) prosi o pomoc innych . Po świecie krążą oczywiście całe zgraje hochsztaplerów i naciągaczy, którym wydaje się ,że jak przebiorą się za przerośniętego krasanala to już stają się Mikołajem i mogą nam wciskać różne "bardzo niezbędne do życia rzeczy".Ale  mało kto przy zdrowych zmysłach da się na to naciągać.
 Kontakty z równieśnikami , oprócz swoich niezaprzeczalnych plusów ,mają też oczywiście minusy. Jednym z nich jest zachwianie wiary w św.Mikołaja. No właśnie - a jak to wszystko jedno wielkie oszustwo i ściema ? Jeśli to prawda ,że rodzice podrzucają prezenty i wciskają nam kity ? Hmmmm...... Świat przestaje wyglądać już tak samo jak jeszcze kilka dni temu. Ba, świat w ogóle przestaje mieć sens!
A gdyby tak to wszystko odwrócić? I mimo wszystko uwierzyć .Tak na przekór. Tak , nie patrząc na wszystkie niepodważalne fakty i dowody. Gdyby uwierzyć w Mikołaja wbrew zdrowej logice?

Ja wierzę . Chłopaki chyba też .Oczywiście nie ślepo - dopuszczamy istnienie pomocników ;-) I mam na to dowód - na prośbę małego ( jak mówią nasze chłopaki ) Mikołaja, a może bardziej w Jego imieniu ,  mam prezent .




Trochę czarodziejski i na zimowe wieczory. Wystarczy wpisać komentarz do 3 grudnia  i uwierzyć .
Proste ;-? 

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Uśmiechnięta Planeta i...

 ... i inne czarodziejskie opowieści" Joanny Papuzińskiej  zajmowały mi głowę całe lato. W skład wchodzi 6 opowiadań wydawanych już wcześniej osobno. Teraz Wydawnictwo Literatura postanowiło połączyć je w całość. A ja miałam przyjemność wykonać do nich ilustracje. Praca nad nimi była w pewnym sensie jak  powrót  do dzieciństwa kiedy to wierzyłam ,że taka  Mama Czarodziejka istnieje naprawdę.
Czytając teksty Pani Profesor mam nieodparte wrażenie ,że ocaliła w sobie sporą część dziecka. Bo jak inaczej wytłumaczyć Jej umiejętność patrzenia na zwykłe rzeczy i sytuacje czarodziejskim i pełnym fantazji wzrokiem ? Tak potrafią tylko dzieci.Te małe i te całkiem duże :-)



 


niedziela, 6 maja 2012

Kot,który patrzył na księżyc

Ilustracje do wierszy Natalii Usenko dla wydawnictwa Literatura powstały zimą .Może dlatego są takie  pełne kotów?


"Bajeczka zimowa"

"Obiad dla króla"

"Noc w mieście"
"Bal dla Pinokia"
"Pan Gawron"

"Opowiastka"
 



Wspólnie z chłopakami wymyśliliśmy ,że ponieważ kot występuje nie tylko w tytule książki ,ale  i w kilku wierszach to może zakocić całą książkę ?A  przy okazji dołożyć zabawę w odnajdywanie kotów i nadawanie im imion :-) Dlatego na wyklejkach "rezydują" wszystkie koty umieszczone na ilustracjach .




 Książka zgodnie z wolą wydawnictwa jest adresowana do czytania przed snem. Dlatego wiersze nastrojowe przeplatane są z tymi pełnymi humoru. Żeby nie było za monotonnie ? A może mają być preludium do kolorowych snów ?
Nie udało się ,niestety ,na czas wydrukować zakładki .Mam nadzieję ,że szybko dołączy do całości :-)

kocia próba generalna w "Ale ja tak chcę" Beaty Ostrowickiej il.Krystyna Lipka-Sztarbałło wyd.Literatura


P.s. czuję ,że post wyszedł mi z lekka kanciasto :-/ Może  dlatego ,że tu wiosna w pełni ,a ja wracam do zimy? A może z całkiem innego powodu :-?

sobota, 4 lutego 2012

jest taka historia ...

.... która zawładnęła mną na kilka miesięcy. Moimi myślami ,snami, pracą... To zawładnięcie udzieliło się też  i Maćkowi i naszym chłopakom.ALe od początku..

* * *

Wszystko zaczęło się wok. 1980 roku. Poprosiłam Mamę o kupno książki Janusza Korczaka "Król Maciuś I" i wsiąkłam. To znaczy bardzo chciałam wsiąknąć od razu ,ale coś tam chyba  zbroiłam i ramach kary Maciuś powędrował na jakiś czas w tajemne miejsce. Szybko je odkryłam i gdy nikogo nie było w domu chowałam się w kuchni ,wyciągałam Maciusia ,który odbywał karę w pawlaczu pomiędzy wazą a pudełkiem z lekarstwami, i czytałam ,czytałam ... do czasu charakterystycznych kroków na schodach. Dość ,ze nim " Maciusiowa banicja" się skończyła ,przeczytałam całą książkę .Co wcale nie przeszkodziło mi zacząć czytać od nowa .Tym razem legalnie .Pamiętam ,ze po lekturze postanowiłam nigdy nie zostać królem i bardziej słuchać dorosłych. Taaa....
 * * *

Król Maciuś pozostał jedną moich ulubionych książek z dzieciństwa. Pozostał szacunek do Korczaka i gdy z Wydawnictwa Literatura dostałam propozycję zilustrowania tekstu Beaty Ostrowickiej o Korczaku właśnie , MAciek musiał mnie uszczypnąć ,bo wierzyć się nie chciało... A potem zaczęłam czytać ,oglądać ,przeglądać, szukać ,pytać ,myśleć... Korczak zawładnął tematem naszych rozmów codziennych i świątecznych .... I im więcej było informacji ,tym bardziej zaczęłam się bać - czy można  "odfasadowić" Korczaka ,pokazać stworzony przez niego świat jako coś niesamowicie rozwojowego i wbrew pozorom kolorowego. Postać Korczaka została nam "wkodowana"  jako symbol poświęcenia i ofiary .Niesamowicie smutny i tragiczny. A przecież system wychowaczy jaki stworzył ,teorie jakie głosił były ,że tak napiszę może trochę kolokwialnie właśnie  kolorowe,odważne  i pełne życia .On po prostu realizował swoje marzenia . I był im wierny.Do końca.Narastały we mnie coraz większe wątpliwości,czy jestem w stanie udźwignąć ten cieżar i wyjść poza jego ramy...

Ale potem przyszedł tekst Beaty Ostrowickiej ( przy okazji polecam Jej stronę ).PIękny ,delikatny, ciepły i ... żywy ,nie tylko ze względu na fakt ,ze  toczy  się współcześnie. "Taką jedną historię" opowiada choremu Jaśkowi jego Prababcia Frania ,która była wychowanką Janusza Korczaka i Stefy Wilczyńskiej.Jasiek ma bogatą wyobraźnię, która pozwala mu się przenieść w lata międzywojenne na Krochmalną 92 .Więcej zdradzać nie będę . Powiem tylko ,ze tekst mnie oczarował . Nie tylko zresztą mnie.Chłopaków i MAćka też .Mam wrażenie ,ze  Beata  nie zatraciła w sobie dziecka ,dlatego tak prosto i wzruszająco potrafi opowiadać ....
Zaczęłam pracę nad ilustracjami .Szkice wychodziły dobrze i  wydawało mi się ,ze mam mniej więcej historię poukładaną.  Nic bardziej mylnego. Gdy usiadłam do ilustracji ,szło jak po grudzie. Jakieś takie "bez życia" były... Zmieniałam koncepcję i zaczynałam od nowa. Po pewnym czasie koło zostało wprowadzone w ruch ...Wsiąkłam zupełnie ,do tego stopnia ,że MAciek przejął większość moich obowiązków. Zaskoczyłam się gdy musiał mi opowiedzieć rozmowę Chłopaków ,która toczyła się nad moich uchem ( pogrążona w pracy nic nie słyszałam ) . Młodszy mówi do mnie "Mamo pójdziesz z nami na podwórko" ,a Starszy odpowiada "Przestań ,nie widzisz ,że mama po uszy w Korczaku siedzi? " taaa.... siedziałam po uszy. Nie było mnie widać ....
Ilustracje "wojenne" kosztowały mnie najwięcej wysiłku. Po ich skończeniu,niespotykane to w moim przypadku zupełnie ,ale musiałam się położyć w ciągu dnia!!! Z radością przedstawiam efekt wspólnej pracy. Przede wszystkim Beaty Ostrowickiej I Jej Chłopaków , całej Literatury i naszej .
I dziękuję . Po same uszy ...





 

Choć premiera 16 lutego ,książkę można już nabyć na Poznańskich Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży.
aaa.... i polecam tym ,którzy nie czytali "Korczak.Próba Biografii" Joanny Ronikier- Olczak i rewelacyjną stronę o Korczaku  założoną przez Pana Romana Wróblewskiego

wtorek, 13 grudnia 2011

"Przygody królewny Florentynki"

 jesienny  mail z wydawnictwa Literatura pytaniem ,czy nie chciałabym zilustrować tekstu Kasi Ziemnickiej wyróżnionego w konkursie im. Astrid Lindgren wywołał u mnie głośny uśmiech od ucha do ucha połączony z lekkim oderwaniem od ziemi . Bo jakże mogłoby być inaczej ??? Po pierwsze wyżej wymieniony konkurs ,po drugie wydawnictwo ,którego książki zajmują baaardzo pokaźną część naszej biblioteki ,po trzecie tekst kolorowy ,pełen bohaterów i trochę na przekór "królewski". Bo Florentynka ,przeżywa "niekrólewskie" przygody ,ma przyjaciółkę Mariankę , psa Groszka i baaardzo wyrozumiałych rodziców ,którzy pozwalają jej doświadczać ,bo wiedzą ,że nic tak nie   rozwija jak nauka na własnych błędach... wbrew pozorom ,nie tylko dla dziewczyn :-)











Tutaj więcej informacji  i ilustracji ( wbrew temu co widać koloru różowego w książce nie za wiele ;-)  )

A  tak na koniec to  ,co  przez moje gapiostwo nie zmieściło się w książce